Wieki mnie tutaj nie było, ale nie zapomniałam o tym miejscu. Mam tylko "lekkie" opóźnienie spowodowane brakiem czasu i lenistwem, które dopadło mnie w drugim semestrze, który według pierwszego jest jak wakacje...ale od początku:)
W tym poście mam zamiar podsumować 1 semestr, który całe szczęście już za mną:) Rekrutacja rozpoczęta, więc może komuś przyda się takie małe podsumowanie.
Przedmiotów w pierwszym semestrze miałam tyle, że gdy dzisiaj wpadłam na pomysł napisania tego posta musiałam sobie wziąć kartkę, spisać wszystko i jeszcze sprawdzić w planie studiów czy o niczym nie zapomniałam. Postaram się jakoś ułożyć je od najważniejszego i najbardziej wymagającego do tego powiedzmy najmniej ważnego (hola hola! przecież teoretycznie wszystkie są ważne :p)
anatomia- postrach pierwszego semestru, masa nieprzespanych nocy i jękolenia. Na zajęcia oczywiście obowiązkowy fartuch i chusta/czepek- w sumie to nie wiem po co, bo na zwłokach oglądaliśmy cokolwiek tylko raz i to dzięki prowadzącej drugiej grupy. Kolokwia co 2 tygodnia, zajęcia prowadzone w formie odpytywania- 3 osoby na korytarz i dla każdego po zagadnieniu do omówienia, co skutkowało tym, że większość klepała książę na pamięć. Męczyłam się z tym przedmiotem przeokropnie i chyba tylko 3 z 10 kół zdałam za pierwszym razem, nawet 2 miałam "zaszczyt" pisać w terminie 3 pod koniec semestru żeby zostać dopuszczona do egzaminu i gdy już sobie odpuściłam i pogodziłam się z warunkiem okazało się, że koła zaliczone i mogę iść na egzamin. Oczywiście z małymi problemami udało się go zdać. Mimo wszystko po tych wszystkich anatomicznych męczarniach trochę tęsknię za tym przedmiotem.
podstawy pielęgniarstwa- przedmiot, który mam również w semestrze 2, w sumie powinien być chyba na 1 miejscu w tym zestawieniu ale anatomia wygrywa wszystko. Przedmiot kierunkowy, niezbyt trudny, i nie jest to moja subiektywna ocena, jednocześnie mieliśmy prowadzone 2 bloki tematyczne. Na pierwszym z tego co pamiętam było ścielenie łóżka, higiena pacjenta. Na drugim bandażowanie, okłady, ułożenie pacjenta. Zaliczenia średnio po 1 na blok w tygodniu, bez większego stresu, na zasadzie 3 fantomy w sali, zostają 3 osoby i prowadząca a reszta wychodzi na korytarz, osoby zostające w sali losują albo dostają czynność do wykonania. 5 min na wykonanie zadania, każdy etap czynności odhaczany w "check liście". Zdarzały się też wejściówki typu "wypisz cel, zagrożenia i etapy czynności" oraz testy sprawdzające wiedzę teoretyczną. Na każde zajęcia obowiązkowy był fartuch i buty lekarskie, od drugiego semestru wszyscy mamy takie same mundurki. Na zakończenie semestru 1 było zaliczenie z treści wykładowych.
mikrobiologia- śni mi się po nocach prawie z taką samą częstotliwością tak jak anatomia. Chyba ani jednego kolokwium nie zaliczyłam w 1 terminie, co skutkowało poprawami ustnymi, które moim zdaniem były o wiele prostsze niż pisemne. Nawet przez niezdane kolokwium podpadliśmy prowadzącej i musieliśmy pisać artykuł naukowy na temat jakiejś tam bakterii ale koniec końców i tak zaliczyliśmy wszyscy i z końcowym zaliczeniem również nie było problemu. Na każde zajęcia obowiązkowy fartuch i buty. Zaliczenie końcowe obejmowało tylko ćwiczenia.
fizjologia- przedmiot kontynuowany też w drugim semestrze, bardzo fajny i przyjemny, prowadząca rzeczowa i konkretna, wszystko cierpliwie tłumaczyła, miała super prezentacje, dzięki którym wszystko wydawało się o wiele łatwiejsze, zaliczeniu końcowym nie robiła żadnych problemów, ogólnie na plus. Na każde zajęcia obowiązkowy fartuch i buty.
psychologia- nuda, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Ciągnące się bez końca seminaria na których zasypiałam jak małe dziecko to to, co zapamiętam z tych zajęć najbardziej. Ogólnie dużo gadania i mało treści, która mogłaby się okazać przydatna w późniejszej pracy. Na koniec egzamin pisemny (3 pytań) z wykładów i seminariów.
pedagogika- bardzo przyjemne, luźne seminaria na których królowała praca w grupach. Miły prowadzący, który pomógł w przygotowaniu się do egzaminu żeby można było zdać go w pierwszym terminie. Na koniec semestru egzamin- 100 pytań wielokrotnego wyboru obejmujący seminaria i wykłady, koszmar, który większość roku oblała, ale podobno w drugim terminie nie było problemów, ponieważ zagadnienia zostały stanowczo okrojone.
dietetyka- ten przedmiot zakończyłam bardzo szybko- były bodajże tylko 3 seminaria. Mimo krótkiego czasu trwania prowadząca przekazała nam masę przydatnych informacji, nie tylko w pracy ale również życiu codziennym. Na koniec zaliczenie testowe obejmujące wykłady i ćwiczenia.
genetyka- 5 ćwiczeń z bardzo fajną prowadzącą. Na pierwszych zostaliśmy podzieleni na 4 grupy, każda grupa musiała przygotować prezentację na dany temat i poprowadzić zajęcia. 2 kolokwia, z których średnia ocen była oceną końcową. Na każde zajęcia obowiązkowy fartuch i buty.
patomorfologia- 5 ćwiczeń, prowadząca konkretna, rzeczowa, miła, dużo uwag klinicznych, świetnie przedstawione zagadnienia. Na koniec ćwiczeń na zaliczenie prezentacja i test z całości materiału. Zaliczenie końcowe- test obejmujący zagadnienia z ćwiczeń i wykładów.
patofizjologia- 5 ćwiczeń, super prowadzący i prowadząca, którzy prowadzili zajęcia na zmianę. w trakcie 2 kolokwia, z których średnia 4 zwalniała z zaliczenia końcowego z wykładów i ćwiczeń. Ci, którym się nie udało uzyskać zwolnienia miała podobno test, który co roku jest ten sam.
ergonomia- bodajże 7 mega nudnych seminarów w poniedziałki o 8 rano. Nie za wiele przydanych informacji związanych z przyszłą pracą. Na zajęciach głównie praca w grupach, prowadząca niezbyt pro studencka, niektórzy biegali po 3 razy zaliczać jedno seminarium. Na koniec zaliczenie testowe z treści wykładowych i seminaryjnych.
etyka- 5 seminariów na których aktywność zwalniała z zaliczenia końcowego z treści wykładowych i seminaryjnych. Na zajęciach głównie praca w grupach, Bardzo dużo informacji przydatnych w przyszłej pracy, związanej z nią dylematami i problemami. Zaliczenie końcowe testowe i opisowe.
socjologia- 3 seminaria, na których nie dowiedziałam się niczego ciekawego. Nuda, nuda, nuda... Na koniec zaliczenie pisemne- 5 pytań z 30, które dostaliśmy wcześniej do samodzielnego opracowania i esej do oddania.
parazytologia- 3 ćwiczenia z bardzo miłym i śmiesznym prowadzącym, który nie robił żadnych problemów z zaliczeniem. Na zajęciach oglądaliśmy sobie robaczki pod mikroskopami, które musieliśmy rysować w swoich zeszytach, których oddanie było jednym z warunków zaliczenia przedmiotu. Były 3 kolokwia, z czego jedno na wykładzie. Zaliczenie gwarantowało oddanie zeszytu z narysowanymi robaczkami i pozytywne oceny z kół. Wszyscy zaliczyli bez problemu. Na zajęcia obowiązkowy fartuch i buty.
zdrowie publiczne- strasznie nudne seminaria, na każdym praca w grupach i nudzące gadanie prowadzącej. Na zaliczenie trzeba było zrobić prezentację na wybrany temat.
prawo- chyba najnudniejsze zajęcia ze wszystkich z kategorii "nudne" na tych studiach, polegały one na czytaniu kolejnych paragrafów ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej i omawianiu ich. Zaliczenie końcowe obejmowało treści wykładowe i seminaryjne, było pisemne ale poszło gładko.
filozofia- tutaj nikt nie miał pojęcia co robi i co się z nim dzieje. Jakieś gadanie o filozofach, które nikogo nie obchodziło. Nudne prezentacje, nudny prowadzący. Zaliczenie seminarów ustne, ale z puli pytań, które wcześniej dostaliśmy. Zaliczenie końcowe z treści seminaryjnych i wykładowych. Na wykłady nikt nie chodził i większość roku idąc na zaliczenie pierwszy raz widziała księdza, z którym mieliśmy zaliczenie.
radiologia- tylko wykłady, dosyć ciekawe, zaliczenie za chodzenie.
I tym pięknym radiologicznym akcentem mogę zakończyć opisywanie przedmiotów z pierwszego semestru. Było tego bardzo dużo i masa nieprzespanych nocy stoi za ich zaliczeniem, ale mimo wszystko stwierdzam, że było warto się trochę pomęczyć żeby dotrwać do tego miejsca w którym jestem teraz.
Gdyby ktoś miał jakieś pytania o kwestie o których być może zapomniałam to piszcie śmiało a ja postaram się odpowiedzieć na każde:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz